środa, 14 marca 2018

czwartek, 29 czerwca 2017

1:14

1:14. Taka jest godzina gdy zaczynam to pisać. Czemu? Sama nie wiem. Po prostu czuję się nikim. Nikim.
Brak mi czyjegoś szczerego uśmiechu, dotyku... Kurwa, mi nawet brak słońca na niebie teraz.

Boję się.
Boję.
Strach mi się czai gdzieś w tyle głowy, cały czas przypominając o swojej obecności.

Znowu coś zjebię, mówię to wam, robaczki.
Spierdolę całkowicie, po całości.

Wrócił.
Lęk.

Wróciły.
Drgawki.

Wróciła.
Ona.
Depresja.

Moja królowa.

Wielbię ją.

Kocham ją.
Bo jak nie można kochać królowej?
Jest moja a ja jestem jej.
I znów coś mi szepcze z tyłu głowy że będzie lepiej.

Znajomy szept strachu.

Chcę się pociąć, upić, naćpać tabletkami na uspokojenie...
Cokolwiek.
Oby ją stłumić. Oby to wszystko przyciszyć.

Skoro radość zaraża to ja chyba jestem jakaś kuźwa odporna na nią.
Szaleję już.

Boli, tak kurewsko boli!
Walczę z depresją ale jak można walczyć z czymś co ukształtowało twój charakter?

Autodestrukcja.
To już się stało.
Pytanie:
Kiedy padnę? Kiedy przegram z chorobą?

wtorek, 27 czerwca 2017

Biegłam.

Biegłam kiedyś przed siebie i chciałam być szczęśliwą osobą. Chciałam mieć normalne życie, przyjaciół. Być zwykła i niczym nie wyróżniająca się. Żyć sobie po cichu i szczerze się uśmiechać.
Coś mi nie wyszło. Jak zawsze.

Na własną prośbę wywołałam depresję. Teraz.

Tęskniłam, chorobo.
Chciałam znowu poczuć się beznadziejna i nikomu nie potrzebna. Chyba mi wyszło.

Zdarza się.
Co nie?
Chyba tylko mi.
Ale nie, ty jesteś zjebana.
Pamiętaj, nic nie warta.
Nie wierz sobie, w siebie.
Nie ufaj sobie.

Bo po co?

Nie ufaj nikomu.
Kłamią, szydzą, wykorzystują każde twoje potknięcie przeciw tobie.
Tego się nauczyłam.
Dzięki szkoło.

I chociaż teraz siedzę z siostrą i to piszę to jednak cieszę się że ma na mnie wyjebane.
Bo po co jej ktoś taki jak ja? Depresyjny, wiecznie smutny, pełny blizn, z zapasem smutnych piosenek. Nikt takiej mnie nie chce.

Nikt.

I nie kłamcie, proszę ludzie. Nigdy wam to nie wychodzi. Widać prawdę po oczach.
To nie jest takie trudne.

niedziela, 4 czerwca 2017

Za tydzień będzie 10. A każdy 10 oznacza kolejny miesiąc w moim życiu.
Dzisiaj tak pomyślałam, co ja osiągnęłam dotychczas ?

Nic.

Nie uczę się, nie pomagam.
Ludzie na każdym kroku uświadamiają mnie że im przeszkadzam, że źle robię.
Dzięki.

Ale do cholery, przecież się staram. Przecież jestem zawsze. Spełniam ich zachcianki, umiem walczyć o siebie, zostawię ślad po sobie w swojej szkole... STOP.

Możliwe że jestem chora.
Tak, chora. Na co? Nie wiem i nie jestem pewna czy nawet chcę. Wolę żyć w nieświadomości. Nie denerwować tym rodziców, siostry, resztek moich przyjaciół. Ale jest już za późno. Super.
Nawet jeżeli to dla mnie koniec to chcę to skończyć w ciszy.

Co ja pierdolę.

To nie koniec. Nie. Mimo wszystko. Above all.
Bo ja taka nie jestem, nie poddam się. Nigdy.
Mimo to cały wczorajszy wieczór przepłakałam i tylko dzięki mojemu kotu zasnęłam.
Wiecie jakie to cholerne uczucie? Pewnie nie i nie życzę tego nikomu.

Jestem chyba mistrzynią odbiegania od tematu.
Zawsze to robię.
Dziecinne, wiem. Ale ja się czuję jak dziecko. Do dorosłej mi jeszcze daleko. Chcę to wszystko nadrobić. Każdą czynność robię dużo wcześniej niż moi rówieśnicy.

Ale my jesteśmy dziećmi. Swoich rodziców? Tak ale też ogólnie. Często zachowujemy się jak dzieci tylko wyglądamy na dorosłych, dojrzałych. Idiotyczne to wszystko.